Blog to może nie miejsce na rozwlekłe polemiki, ale aż mnie palce świerzbią żeby napisać artykuł na kilka stron, po tym jak przeczytałam tekst w ostatnim numerze Wegatariańskiego Świata pt. „GMO się wyprowadza z Europy? Małe-wielkie zwycięstwo. Kartel Monsanto wycofuje lobbing z Europy”.
Oczywiście to nie ten artykuł jest powodem mojej irytacji. Mowa w nim o tym, że ze względu na zdecydowany opór ze strony konsumentów i rządów, Monsanto zadeklarowało wycofanie lobbingu na rzecz wprowadzenia swoich genetycznie modyfikowanych odmian na rynek europejski. Autor słusznie powątpiewa w szczerość tych deklaracji. I tu od razu przyszedł mi na myśl artykuł z 29 numeru Polityki „Ekościema, czyli mity zdrowej żywności” Marcina Rotkiewicza, który wcześniej, ze względu na niegodną polemiki manipulację faktami, postanowiłam po prostu zignorować. Wydawało mi się, że jest to tania prowokacja dziennikarza próbującego ratować swój budżet w sezonie ogórkowym. Chociaż teraz bardziej wygląda mi to na efekt okrojonego budżetu na lobbowanie, a w związku z tym sięgnięcie po mniej wyrafinowane metody, czyli powiatową ligę lobbystów.
Rozumiem, że również ekologom trzeba patrzeć na ręce i nie warto płacić 5 razy więcej za marchewkę, tylko dla tego, że brudna i pokręcona. Zdrowy rozsądek jest wskazany wszędzie. Zwłaszcza przy pisaniu artykułów dla poczytnego tygodnika „opinii”.
![]() |
| David po powrocie z Ameryki |
Wydaje się, że lepkie paluszki Monsanto gmerały przy tym artykuliku, bo kto przy zdrowych zmysłach może stawiać znak równości między substancjami naturalnie występującymi w przyrodzie, a wytworami kombinatów chemicznych? Przekładając, skład chemiczny jabłka, na język naukowy autor sugeruje, że to, co pochodzi z natury i to, co wytwarzają koncerny chemiczne jest dla nas tak samo dobre. Twierdzi nawet, że pestycydy są bezpieczniejsze, bo „dość dobrze przebadane” w odróżnieniu od substancji naturalnie występujących w przyrodzie, o których wiemy niewiele. Faktycznie niewiele – tylko tyle, że w wyniku prowadzonych od milionów lat "testów terenowych" nie wykazały szkodliwego działania – cóż to w porównaniu z testem laboratoryjnym na dziesięciu szczurach?
No cóż, kto chce nich sobie stawia znak równości między roundup’em a jabłkiem i wierzy, że dzięki firmom takim jak Monsanto świat będzie piękniejszy. Ja, póki mogę, będę kupowała warzywa od zaprzyjaźnionej pani Krysi i innych ludzi, którzy wierzą, że woda to coś więcej niż tylko H2O.
A teraz idźcie i jedzcie, co uważacie za zdrowe :)











