czwartek, 18 września 2014

Ryż pilau z grzybami


Jesień za rogiem i mimo, że pogoda jak narazie (przynajmniej u nas) jest piękna, powoli zaczynam przestawiać się na jesienne menu. Zupy warzywne, aromatyczne sosy i jedno z moich ulubionych dań- ryż w warzywami. Tak wiem nie jest to nic wyszukanego, ale uwielbiam jednogarnkowe dania :) 
Dziś przepis na moją wersję inspirowaną ryżem pilau. 
Aromatyczny, pelny smaku i idealny na osłodę pochmurnych jesiennych dni.

Składniki:
1 Szklanka ryżu
1 łyżka oleju kokoswego
250g drobno pokrojonych  grzybów
1 cebula
6 nasion kardamonu
3 łyżeczki cynamonu
4 goździki
2 ząbki czosnku
3 łyżeczki kurkumy
2 szklanki bulionu warzywnego
sok z 1/2 cytryny

Pietruszka do przybrania

Podgrzej olejk kokosowy w garnku. Dodaj cebulę, czosnek i wszystkie przyprawy. Podsmaż przez kilka minut aż cebula się zeszkli. Dodaj umyty ryż i dobrze wymieszaj. Dolej bulion i gotuj pod przykryciem przez około 15 minut. Dodaj grzyby i cytrynę, gotuj przez kolejne 5 minut. Ryż powinien być miękki. Zdejmij z ognia i dodaj płatki drożdżowe i pietruszkę. Wymieszaj i gotowe !

wtorek, 26 sierpnia 2014

Koniec marokańskich wakacji.


Wróciłam z wakacji. Tam gorąco, słonecznie, wegańsko, surfersko. Tutaj chłodnawao i tęskno za egzotycznymi krajobrazami.

Moje ostatnie wakacje były mieszanką sportowych wyzwań, marokańskich obrazków, tradycji i smaku tagine.
Mała wioska niedaleko Agadiru. Przyjazna, lokalna społeczność muzułmańska, głównie rdzenni mieszkańcy Berberowie. Krajobraz w kolorze piaskowym a roślinność to bananowce i drzewa arganowe. Stadka kóz skubiące orzeszki arganowca wspinają się nawet na czubki drzew. W okolicy kooperatywy kobiece wytwarzające produkty na bazie oleju arganowego. Plaża nad Oceanem Atlantyckim zdominowana przez amatorów surfingu. Wśród nich i ja stawiająca pierwsze kroki na desce. Poza surferami widać rodziny Marokańczyków odpoczywających w cieniu, skleconych na prędce czegoś w rodzaju namiotów. Dużo kobiet skromnie okrytych od stóp do głów. Jedne przygotowują tradycyjny obiad tagine ( uduszone we własnym sosie warzywa, często z mięsem), inne zażywają kąpieli w oceanie a inne aktywne biegają wzdłuż plaży. Jedna z tych kąpiących się muzułmanek, w pełni ubrana z chustą na głowie śmieje się do mnie pływającej w mniej skromnym kostiumie. Ucinamy sobie pogawędkę. Ja zapewniam , że szanuję jej okrycie a ona , żebym spróbowała pływać ubrana to dopiero zobaczę, że to dużo trudniejsze.
Ten wyjazd to rękawica rzucona przez dorosłe córki nam rodzicom. Na pytanie czy pojechalibyśmy na surfing i jogę do Maroka zgodnie odpowiedzieliśmy, że czemu nie .Przecież lubimy wyzwania. Znalazłam tani przelot, adres zakwaterowania podesłały dzieci. Na miejscu głownie młodzi ludzie z całego świata, dużo Brytyjczyków. Świetna, rodzinna atmosfera, pogawędki przy posiłkach, dużo śmiechu, nawoływania muzeinów do modlitwy od 5 rano bo mieszkaliśmy pomiędzy dwoma meczetami.

Dzień zaczynał się na tarasie sesją jogi, później śniadanie, wyjazd terenowymi samochodami na plażę, rozgrzewka...i walka z falami. Pierwsze dni na desce to prawdziwa walka. Z własnymi słabościami, młócącymi falami i bólami mięśni. Nie poddajemy się.Zmieniam słowa znanej piosenki i śpiewam "How many waves must the man fall down before he stands on the board..." Spadam, spadam, staję, płynę. Krok do przodu, krok do tyłu. I tak codziennie. Ale jest pięknie. Nasi instruktorzy to niesamowici ludzie. Miejscowi, którzy pływanie na desce opanowali do perfekcji. Cierpliwie tłumaczący po raz setny, żeby patrzeć przed siebie, żeby trzymać równowagę etc. Ich świadomość ciała i surfing ze staniem na głowie uświadamia ile jeszcze przede mną. Lunch jemy na plaży. Pływamy jeszcze po południu. Kto ma siłę idzie na drugą sesję jogi i kolacja wieczorem.



Ibrahim to najwspanialszy kucharz na świecie. Berber z gór.  Cichy, skromny i ujmująco uprzejmy. Kuchnia marokańska nie jest wegetariańska a już z pewnością nie wegańska. Ale Ibrahim i jego pomocnik Brahim robią wszystko co mogą, żeby nas zadowolić. Owsianka na wodzie, banany, oliwki, awokado, pomidory na śniadanie, na lunch pudło warzyw, sałatki,makaron, cieciorka a na kolację najpyszniejsza zupa  soczewicowa i tagine warzywny. Znowu się zakochałam. Łatwo się zakochuję w nowych miejscach, miłych ludziach żyjących blisko natury. Wakacje !!! Wracajcie szybko. :)




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Chleb marchewkowy z pulpy po soku

Ciężko słowami opisać ile satysfakcji daje mi pieczenie tego chleba z resztek po soku jabłkowo-marchwiowym, nie marnując żadnych składników. Zawsze bardzo ciężko przychodziło mi wyrzucanie pulpy, która zostawała w sokowirówce, więc bardzo cieszę się, że w końcu znalazłam idealny sposób na jej wykorzystanie. 

Po raz pierwszy użyłam do pieczenia łusek nasion babki płesznik, które pomagają 'scalić' ciasto i zastępują mąkę. Idealny składnik dla 'bezglutenowców'. Nasiona babki płesznika mają też działanie detoksykujące i pobudzają perystaltykę jelit. 

Składniki 
4 szklanki pulpy po soku marchwiowo- jabłkowym 
3 łyżki łusek nasion babki płesznik
4-6 drobno pokrojonych daktyli 
2 dojrzałe banany
2 łyżki oleju kokosowego

Przygotowanie: 
Wymieszaj wszystkie składniki rękoma do uzyskania lepkiej masy. Przełóż do brytfanki i piecz 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza



niedziela, 29 czerwca 2014

5-cio składnikowy wegański, bezglutenowy chleb bananowy

W ten weekend upiekłam pyszny chleb bananowy- miałam nadzieję, że posłuży mi przez tydzień za drugie śniadanie. Okazał się jednak tak dobry, że brytfanka zniknęła w dwa dni. Uwielbiam banany i zawsze mam spory zapas w domu- używam ich do większości śniadań, deserów i jako przekąska przed siłownią. Od kilku dni chodził mi po głowie chleb bananowy. Przypomniały mi się czasy kiedy po szkole odwiedzałam moją babcię, która piekła pyszny, pachnący chleb bananowy na mój podwieczorek :) Uznałam, że te czarne banany zalegające w kuchni to nie przypadek, a wyzwanie. Tak powstał prosty, wegański i bezglutenowy chleb bananowy.
Składniki:
4 bardzo dojrzałe banany
1/3 szklanki roztopionego oleju kokosowego 
1-2 szklanki mąki pół na pół ryżowej i kokosowej 
2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia

Dodatkowo ( chleb bananowy na wypasie)
2 łyżki cynamonu
Garść posiekanych orzechów włoskich
Łyżka syropu z agawy lub kilka posiekanych daktyli 

W opcji mega wypas można też posmarować ciasto lukrem wegaśnkim

Wszystkie składniki wyrabiamy rękoma do uzyskania konsystencji lepkiego ciasta. Jeśli ciasto jest zbyt rzadkie można dodać trochę więcej mąki. Wykładamy ciasto do wysmarowanej olejem kokosowym brytfanki. Pieczemy około 30 min w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni Celsujsza.

środa, 18 czerwca 2014

Deser czekoladowy z chia

Jestem wielką fanką tak zwanych 'elevenses'- tak  Anglicy określają czas na herbatę i słodką przekąskę między śniadaniem a lunchem, zjadane zazwyczaj około jedenastej (stąd nazwa). Codziennie, właściwie jak w zegarku około 10:30 odrywam się od pracy żeby napić się herbaty ( moje najnowsze odkrycie to chai z mlekiem konopnym-przepis niebawem). Pozostaje dylemat co na przekąskę? Szczęśliwie wczoraj wieczorem przygotowałam szybki pudding czekoladowy z nasion chia, zwanych też szałwią hiszpańską. Przygotowanie zajmuje około 5 minut, ma cudowną konsystencję, słodki smaki i jest super zdrowy. Jeśli ktoś nie zna jeszcze zalet nasion chia to poniżej kilka powodów dla których warto je jeść.
Omega 3: Nasiona chia są jednym z głównych roślinnych źródeł kwasów tłuszczowych Omega 3 odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie serca i mózgu. Omega 3 pomagają utrzymać prawidłowy poziom cholesterolu i zmniejszają stany zapalne. Jedna łyżka nasion chia to około 3 g Omega 3.
Błonnik: Nasiona chia to świetne źródło błonnika wspomagającego trawienie.
Białko: Nasiona chia zawierają komplet aminokwasów. To dobra wiadomość dla wszystkich na diecie roślinnej, poszukujących źródeł białka.
Minerały: Nie bez powodu nasiona chia nazywane są też złotem Azteków. Wapń, żelazo, potas, magnez , cynk to wszystko znajdziemy w tych malutkich nasionkach!

Składniki na 1 porcję deseru :
3 stołowe łyżki nasion chia
3/4 szklanki mleka konopnego ( jeśli pudding okaże się zbyt gęsty można dolać trochę więcej) 
1 stołowa łyżka surowego kakao 
1/2 łyżeczki cynamonu 
1 łyżeczka syropu z agawy 
Wiórki kokosowe i owoce jako dodatek. 
Przygotowanie:
Nasiona chia, kakao i cynamon wsypać do szklanki. Zalać mlekiem i dodać syrop z agawy. Odstawić do lodówki aż nasiona napęcznieją (minimum 20 minut a najlepiej na noc) . Na wierzch wysypać wiórki kokosowe i owoce ( w moim przypadku ukochane truskawki) 





środa, 11 czerwca 2014

Symbol lata i pikników - truskawki.

Symbol nadchodzącego lata i pikników. Kiedy się pojawiają to znak, że wakacje tuż, tuż. Co roku wypatruję ich na targu i co roku boję się, że nie zdążę najeść się ich na cały rok. Czy wy też tak macie ?

Słodkie, pachnące truskawki. Niewiarygodne źródło witaminy C, bogactwo potasu, wapnia, fosforu i żelaza. Zresztą co ja będę wychwalać. Każdy wie, każdy zna ich dobroczynne właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne i to, że oczyszczają organizm. Najbardziej lubię ten moment kiedy cena za kilogram to około 4 złote. Pysznią się wtedy wszędzie i chyba w każdej polskiej kuchni. Mam poczucie, że mieszkam w imperium. Imperium truskawek. Już widzę te zazdrosne miny moich córek i innych znajomych mieszkających na Wyspach Brytyjskich. U nich za taką cenę to może 250 gramów. Sorry u nas taki klimat a u was inne dobre rzeczy. :)
Dam się za nie pokroić. Co roku obiecuję sobie, że je wykorzystam w jakimś przepisie, że dodam do czegoś. Tak obmyślając, pojadam świeże truskawki bez żadnych dodatków, prosto z miseczki i za każdym razem okazuje się, że mój materiał kulinarny właśnie się skończył. Taka sytuacja powtarza się codziennie aż sezon się kończy a ja pozostaję z poczuciem, że nie wykorzystałam ich potencjału. Ale w tym roku wyprzedziłam moje łakomstwo i właśnie powstało cudowne, nie wymagające pieczenia ciasto z truskawkami.

Potrzebujemy na spód :
ok. 1/2 szklanki orzechów włoskich
ok. 1/2 szklanki nerkowców
ok. 1/2 szklanki migdałów
1 szklanka daktyli
Wszystkie składniki na spód miksujemy aż uzyskamy lepką konsystencję. Można dodać trochę soku jabłkowego jeśli są trudności z miksowaniem. Mieszankę układamy w foremce i dociskamy do dna.

Wypełnienie:
2 pokrojone wzdłuż banany
szklanka truskawek pokrojonych na plasterki
szklanka truskawek zmiksowanych
plasterki mango/brzoskwiń/ maliny/jeżyny albo co fantazja podpowie
Na spodzie ciasta układamy paski bananów i dociskamy. Na bananach układamy truskawki .Następnie wylewamy zmiksowane truskawki tak aby wypełniły puste miejsca. Na wierzchu układamy pozostałe owoce.
Przed jedzeniem chłodzimy co najmniej godzinę w lodówce.
Proste ?

piątek, 30 maja 2014

Tempeh curry ala Warung Muslim i Ewy wspominki z Bali, część 1

Część pierwsza wspominek z Bali.
Taki egzotyczny wyjazd marzył mi się od dawna. Tęskniłam za podróżą, która pozwoliłaby mi zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć dookoła, pomyśleć dokąd pędzę. Od mojego powrotu minęło już kilka tygodni ale wyjazd był tak intensywny i bogaty w przeżycia, że nie do końca wiem jak to wszytko posklejać w ciekawy wpis. Postanowiłam więc podzielić się z Wami kilkoma wspomnieniami w kilku osobnych postach.

Gili Air. Kraina płynąca wodą kokosową, masłem orzechowym i tempeh.
Tempeh, dla nieznających tematu, to taki sfermentowany produkt z nasion soi. Substytut mięsa, bogaty w białko, witaminy, składniki mineralne, lekkostrawny.
Po trzech, cudownych tygodniach na Bali i Gili Air spędzonych na medytacjach, ćwicząc jogę i jedząc pyszności,  wróciłam do domu odmieniona. Czas spędzony w centrum jogi i medytacji H2O na małej, wysepce Gili Air dał mi możliwość  trochę głębszego przyjrzenia się samej sobie.. Miałam czas i warunki żeby popracować nad dotychczasowym widzeniem świata, stylem życia i otaczających mnie ludzi.. Mogłam w pełni docenić jak regularna medytacja i joga a także jedzenie prosto z natury mogą pozytywnie wpłynąć na  kondycję fizyczną, ale też psychiczną. Do jedzenia przywiązuję dużą wagę a Gili Air to po prostu istny raj dla wegan.

Warung Muslim to mała knajpka na Gili Air. Za 15,000 RP ( czyli około $1) można tu kupić najpyszniejsze danie wegańskie na wyspie. Ryż, orzeszki ziemne, przyprawione wiórki  kokosowe, tempeh i gotowane zielone warzywa to niebo w gębie. Do tego mus ze świeżego awokado ( warto zawsze poprosić o nie dodawanie cukru bo zauważyłam, że czasem nawet sok z dojrzałych ananasów był dosładzany). Dostępność pysznych owoców jest oczywiście ogromna. Ponoć jest tu 20 różnych rodzajów bananów a na ulicy często widzi się ananasowe lizaki (patrz zdjęcie poniżej). Krótko mówiąc, na Gili Air można żywić się smacznym, prostym jedzeniem z  produktów typowych dla wyspy i tego regionu






Nie odmówiłam sobie też innych atrakcji. W końcu nie samą jogą, medytacją i jedzeniem człowiek żyje. :) Otaczająca natura, bogactwo kolorów zachęcało do wędrówek i zwiedzania.
Wulkan Batur
Wspinaczkę na wulkan zaczyna się około 4 rano żeby zdążyć na wschód słońca około 6:30. Jest to małe wyzwanie ale każdy przeciętnie sprawny powinien sobie poradzić. Najważniejsze są wygodne buty sportowe. Widziałam kilku śmiałków w japonkach/sandałach- nie polecam. Na szczycie jest dosyć zimno, więc warto wziąć ciepłą bluzę. Widok na górze rekompensuje wszelkie trudy wspinaczki. To naprawdę dosyć magiczne przeżycie wspinać się na szczyt w kompletnej ciemności. Niebo jest niewyobrażalnie gwiaździste i wydaje się być na wyciągniecie ręki. Większość podróżników spędza co najmniej godzinę podziwiając wschodzące słońce, pola uprawne, jeziora i budzące się do życia, położone u podnóża wulkanu  wioski. Jak tylko robi się widno pojawiają także się małpy zamieszkujące tamtejsze góry. Zakradają się do małego schroniska i podkradają prowiant jedzącym śniadanie turystom.
Można tu kupić banany i chleb oraz napić się herbaty z.. cytryną, co bardzo mnie zdziwiło bo byłam pewna, że to polskie upodobanie :)





Przepis na tempeh curry ala Warung Muslim

1 łyżka oleju kokosowego
1 drobno posiekana cebula
1 łyżeczka posiekanego imbiru
1 ząbek czosnku
garść posiekanej kolendry
1 łyżeczka kurkumy 
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne/ chilli
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka wody
1 puszka mleka kokosowego
2 szklanki pokrojonego w kostkę tempehu
sok z połówki limonki
sól, pieprz do smaku
garść orzeszków ziemnych

Przygotowanie
Podsmaż cebulę, czosnek, imbir, chilli, kolendrę i cynamon na oleju kokosowym aż cebula się lekko zeszkli. Dodaj wodę, mleko kokosowe, sok z limonki i tempeh. Dopraw do smaku solą  lub pieprzem.Gotuj pod przykryciem na małym ogniu około 20 minut. Podawaj ze świeżymi warzywami, ryżem, orzeszkami ziemnymi. Poczuj się jak na Gili Air. :)

Ewa